Brak zrozumienia

Chciałbym w tym tekście skupić się na braku zrozumienia, które towarzyszy niemal wszystkim osobom borykającym się z problemami natury psychicznej. Ma on miejsce zarówno w odniesieniu do naszych bliskich jak i specjalistów, którzy się nami opiekują. Od razu chcę podkreślić, że nawet kiedy nasze otoczenie ma szczere intencje żeby nam pomóc to i tak, niestety, z reguły będzie pozbawione pierwiastka zrozumienia dla naszych dolegliwości. Chcę swoją uwagę poświęcić szczególnie personelowi placówek psychiatrycznych, zaznaczając wyraźnie, że w swoim doświadczeniu miałem okazję trafić na jedynie dwóch specjalistów, którzy potrafili wznieść się na ten poziom zrozumienia, który pozwolił mi poczuć się w trudnym okresie bardzo nasilonych objawów choroby przynajmniej bezpiecznie. Biorąc jednak pod uwagę to, że większość specjalistów, którzy zajmowali się moim przypadkiem nie było w stanie się na to zdobyć, wiem, że Wy na pewno mieliście z tym również do czynienia. Czy spotkaliście się z tym żeby zrozumiano Was w przypadku kiedy odczuwaliście, że jesteście pozbawieni swoich uczuć? Albo wtedy kiedy świat, który Was otacza zdaje się być nierealny a Wy sami oderwani od przeżywania Waszego ciała i umysłu? Czy znowu wtedy kiedy mieliście przekonanie, że ludzie na ulicy Was śledzą, potrafią czytać w Waszych myślach, wpływać na to w jaki sposób funkcjonujecie? Czy ktoś zrozumiał Was wtedy kiedy nie potrafiliście znaleźć siły na to aby wstać z łóżka i czuliście, że w Waszym życiu już nic dobrego się wydarzy? Wszystkie z tych doznań, które wymieniłem (a jest ich jeszcze więcej), są całkowicie realne i przeżywamy je w stu procentach ku wielkiemu zdziwieniu większości tych, którym o tych doznaniach mówimy. Specjaliści zawierają je w cudzysłów, nadając im w ten sposób adekwatny ich zdaniem dystans. Większość z nich  nie wie jednak, że dla nas ten dystans nie istnieje. W trakcie kiedy ja bardzo cierpiałem z powodu choroby, spędziłem wiele czasu w szpitalach psychiatrycznych. Dostrzegałem w nich niezmiennie podstawowy problem w relacji lekarz – pacjent a mianowicie brak możliwości wczucia się w naszą sytuację, który pozwoliłby lepiej zrozumieć przeżycia, które stały się naszym udziałem. Wynika on zawsze z kontekstu sytuacji polegającej na tym, że to pacjent jest dotknięty cierpieniem a lekarz funkcjonujący w granicach normy psychicznej, korzysta z wyuczonych, racjonalnych metod postępowania z pacjentem opartych na swojej wiedzy. Na pozór nie ma w tym nic złego i jest bardzo wielu ludzi ze środowiska psychiatrów, psychologów, pielęgniarek i terapeutów, którzy pracują z chorymi, którzy uważają ten stan rzeczy za satysfakcjonujący. Myślę jednak, że nie tylko ja uważam, że czegoś w tym systemie bezpośredniej opieki nad osobami chorującymi psychicznie brakuje. Mam świadomość, że personel szpitali psychiatrycznych i ośrodków leczenia ambulatoryjnego „przychodzi do pracy” i jest tam po to aby wykonać swoje obowiązki i wrócić do swojego prywatnego świata, który często również nie jest pozbawiony problemów. To są przecież normalni ludzie. Mam wrażenie jednak, że niewielu z nich zdaje sobie tak naprawdę sprawę z tego z czym w rzeczywistości mają do czynienia. Często słyszałem porównywanie chorób psychicznych do nadciśnienia, cukrzycy i innych problemów ze zdrowiem fizycznym. Chcę jednak bardzo zdecydowanie podkreślić, że ma to JEDYNIE zastosowanie do sytuacji, w której pacjent pozostaje w okresie REMISJI. To z czym zmaga się pacjent doświadczający epizodów choroby i zaostrzenia objawów ma się tak naprawdę NIJAK do objawów, które dają choroby dotykające ciała. Wymiar cierpienia psychicznego jest szczególny a niech jego potwierdzeniem będzie choćby to, że w chorujących pojawia się nie tylko chęć a wręcz pragnienie skończenia ze swoim życiem po to by przestać już cierpieć, traktując samobójstwo jako jedyne rozwiązanie problemu. Co trzeba przeżywać żeby mając świadomość, że posiada się kochającą rodzinę i wspaniałych przyjaciół pomimo tego czuć bezsens swojego życia i chcieć je sobie odebrać?! To nie bierze się znikąd. Bardzo wielu ludzi tego nie dostrzega i potrafi nawet, patrząc na to, ujmować to w kategoriach statystyki albo traktować analogicznie jak w przypadku powiedzmy sobie opuchlizny w przebiegu choroby nerek. Tak również można do tego podejść. Ja uważam jednak, że takim ludziom przydałaby się głęboka refleksja. Próbując zaproponować rozwiązanie tego problemu wcale nie mam zamiaru popadać w skrajność. Nie oczekuję tego aby personel placówek psychiatrycznych poświęcał pacjentom nadmierną ilość czasu czy zabierał nasze problemy do swojego życia prywatnego. To co jest konieczne moim zdaniem to jedynie uświadomienie sobie powagi sytuacji z jaką mają do czynienia. Nie każdy będzie chciał tego słuchać, bo nie mam złudzeń co do postaw, które charakteryzują część ludzi, w tym środowisko specjalistów. O ile wrażliwość niektórych ludzi nie podlega zmianie i trzeba się z tym pogodzić, o tyle wprowadzenie do szkolenia personelu placówek psychiatrycznych pojęć związanych z tym, w jakiej sytuacji znajduje się pacjent, jak przeżywa on swoją chorobę i jakie znaczenie dla jego życia mają objawy, których doświadcza, jest jak najbardziej możliwe do przeprowadzenia. Żeby to się udało ktoś musiałby dostrzec rzeczywiste zapotrzebowanie na te zmiany. Póki co jest to niezagospodarowany obszar. Istnieje co prawda pojęcie „ekspertów przez doświadczenie”, co jest bardzo ważne, ponieważ znaczenie jakie mają osobiste doświadczenia osób po kryzysach zostało zauważone. Teraz potrzeba „jedynie” dobrej organizacji i systemowego podejścia do tego aby takie osoby mogły prowadzić szkolenia nie tylko w ramach istniejącej już fundacji, ale żeby wartość ich doświadczenia i szansa na wykorzystanie go do polepszenia opieki nad pacjentami psychiatrycznymi, dostrzegli ci, którzy będą dysponowali realnymi możliwościami w zakresie wprowadzenia ich do systemu opieki w całej Polsce, na szeroką skalę. Niech to będzie mój pierwszy osobisty postulat. „Psychiatria nie jest sexy” jak to określił w jednym z wywiadów profesor psychiatrii Bartosz Łoza. Przeszkody istnieją zawsze, mniejsze lub większe. Wola ze strony odpowiedzialnych za kształt opieki psychiatrycznej jest bardziej lub mniej przychylna. Tam również są ludzie, dla których problemy osób chorych psychicznie to egzotyka zabarwiona klimatem horrorów. Społeczeństwo długo na to pracowało. To są wytłumaczalne zjawiska socjologiczne, które mogą jednak podlegać korekcie, ponieważ są plastyczne. Może wydam się Wam zbytnim optymistą, ale nim nie jestem. Zdaję sobie sprawę z trudności jakie staną nam na drodze ale istnieją takie narzędzia współczesnego świata, które odpowiednio wykorzystane mogą pomóc nam osiągnąć efekt, na który czekamy. Wierzę w to, że uda nam się wygrać walkę o to co należy nam się z urzędu – o godność. W moim przekonaniu utwierdza mnie świadomość, że nie jestem sam w tej walce o czym świadczy istnienie takiej inicjatywy jak PieknyUmysl.com czy działalność fundacji eF kropka.

O fundacji eF kropka możecie dowiedzieć się więcej pod adresem: http://www.ef.org.plDSCI3193

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: